Niegenialna wystawa geniuszy.

0
884

Salvador Dali i Andy Warhol. Dzieliło ich równie wiele co łączyło.
Żyli sztuką i zamieniali życie w sztukę. Kochali sławę i pieniądze.
Pozostawili po sobie ogromny artystyczny dorobek, a Muzeum Miejskie Wrocławia wspólnie z Agencją Digital Open Group podjęło się zestawienia ich prac na jednej wystawie – „Dali Warhol. Geniusz Wszechstronny”.
Dwie tak wielkie persony w jednym miejscu, czy to się mogło udać?

Moim zdaniem nie mogło i się nie udało. Twórczość każdego z nich jest tak bogata,
że ciężko byłoby wybrać eksponaty na wystawę pojedynczą, a co dopiero na podwójną. Ciekawe czy sami zainteresowani byliby zadowoleni z takiego pomysłu. Oboje uprawiali kult własnej osoby, a Dali nawet otworzył swoje własne muzeum. Czy byłby zadowolony
z (nie oszukujmy się) małej wystawy i to jeszcze dzielonej z innym artystą? Wątpię.

Dokładnie ten sam, a może nawet i większy problem jest z Andy Warholem.
Tworzył przecież masowo. Sprzedawał nie tyle same obrazy co ich reprodukcje.
Setki, tysiące egzemplarzy. A tu nagle zamyka się go w kilku okładkach płyt, zupie Campela i paru reprodukcjach. O Velvet Underground, tak mocno z nim związanym, wspomina się jedynie przelotem. Jest zdjęcie z zespołem i okładka płyty. Ale jakoś tak… mało mi. Filmy niby też są. To znaczy są kilkunasto/kilkudziesięcio sekundowe wycinki,
w dodatku łączone z filmami Dalego. Dla kogoś, kto kręcił ponad OŚMIO godzinne filmy przedstawiające jedynie śpiącego gościa, taki kalejdoskop obrazów to prawdziwy policzek.

Osobiście bardzo lubię Dalego. Jego surrealistyczne formy skrywające odwołania
do psychoanalizy czy sympatii politycznych, prace w krysztale, projekty modowe. Jednak to dla Warhola przyjechałam do Wrocławia. Nie zawsze go podziwiałam. Był nawet taki czas, że nie uważałam go za artystę. Wszechstronny geniusz Katalończyka da się zauważyć niezależnie od tego, jakiej dziedzinie jego twórczości się przyjrzymy.
Czy to obraz, czy to rzeźba czy jeszcze inne dzieło, dostrzeżemy w nim artyzm.
W przypadku Amerykanina sprawy mają się zgoła inaczej. Jego twórczość należy rozpatrywać całościowo. Obraz przedstawiający puszkę zupy sam w sobie zbyt wiele artyzmu nie ma. No dobra. Jeśli się bardzo uprzeć, można go rozpatrywać w podobnych kategoriach jak  „Czarny Kwadrat”.

PRZECZYTAJ TAKŻE –> Sztuka (na) ulicy

Ale już obrazy z Che Guevarrą, Marylin Monroe będące kopią zdjęcia, a później też kopią samych siebie tylko w innym kolorze gdzie jeszcze każdy kolor również jest kopiowany tysiące razy i sprzedaje się ten sam obraz nie jednemu a setkom klientów? Czy to sztuka? Kiedyś bym powiedziała, że absolutnie nie. To tyko sposób na zabarwianie kolesia co nie ma pomysłu na własny styl. Dziś, choć jego prace trudno uznać za wstrząsające udzielam zdecydowanie innej odpowiedzi. Tak, to sztuka. Mogę tak powiedzieć, bo znam więcej niż obraz będący kopią kopii kopii… Widząc jeden z tych obrazów widzę też filmy, widzę te okładki płyt, słyszę Velvet Underground.
Ale przede wszystkim na myśl od razu przychodzi mi on. Andy Warhol. Czynnik łączący wszystkie te rzeczy i nadający im spójność. Dlatego Warhola nazwałabym nie tyle geniuszem wszechstronnym, co całościowym. Trzeba znać wszystkie elementy układanki i umieć je połączyć, żeby otrzymać całość która jest sztuką. A tą całością jest sam Andy. Zaryzykuję stwierdzenie, że był on swoim największym dziełem sztuki.

We Wrocławiu zobaczyłam obrazy. Zobaczyłam okładki, fragmenty filmów, jakieś  zdjęcia (nie będące dziełem Warhola jedynie go przedstawiające). Pojawiły się nawet słynne puszki. Ale zabrakło Andyego Warhola. Były pojedyncze elementy, nie złączyły się jednak w całość. Dalego było jakby więcej bo tutaj elementy nie muszą się łączyć, ale te elementy które się pojawiły no powiedzmy sobie szczerze – nie należą do największych.

Całościowo wystawa zrobiła na mnie wrażenie jakby bałaganu.
Zdaję sobie sprawę, ze połączenie dwóch tak znamienitych osobowości na jednej wystawie było zadaniem karkołomnym. Niestety w mojej opinii organizatorzy mu nie podołali. Takie przedsięwzięcie wymaga ogromnego rozmachu. To się mogło udać tylko
w ogromnej przestrzeni, z ogromną ilością eksponatów. W tak małym muzeum projekt od początku był skazany na porażkę. Tak płodnych artystów, z tak wybujałym ego zwyczajnie nie da się zamknąć w kilku małych salkach. Rozumiem też, że zarówno Dali jak i Warhol kochali pieniądze. Ale to nie powód by bilet kosztował bagatela 40zł! Jak na taką wystawę to bardzo dużo, tym bardziej że mam porównanie z wystawą w Pawilonie Czterech Kopuł, którą odwiedziłam następnego dnia. Ogromna przestrzeń ekspozycyjna, liczba wystawionych dzieł również. I to jakich dzieł! A bilet? Śmieszne 15 zł.

Bardzo czekałam na tą wystawę i równie bardzo się zawiodłam. Nie wspominając o tym, że zwyczajnie przepłaciłam.
Jeśli chcecie wyrobić sobie swoje zdanie na jej temat to macie czas do końca miesiąca. Osobiście nie polecam.

 

NIE WIESZ JAK RUSZYĆ Z BIZNESEM? DOWIEDZ SIĘ TUTAJ!