Podziel się miłością w Bhajan Cafe.

0
167
views

Stradomska 17. Kiedy wpiszecie w Google ten adres, otrzymacie informację że znajduje się pod nim restauracja. I będzie to prawda. Częściowo. Bo w Bhajan Cafe znajdziecie o wiele więcej niż tylko pyszne jedzenie.

Słowo Bhajan ma dwa znaczenia. Oba idealnie pasują do miejsca, o którym chcę Wam opowiedzieć. Pierwsze odkryjecie tuż po przekroczeniu progu, gdy do Waszych uszu dotrą delikatne, niezwykle melodyjne dźwięki. Będą to właśnie Bhajany, czyli religijne pieśni hinduskie. Niemal natychmiast poprawiają one nastrój i wyciszają. Zamykając drzwi Bhajan Cafe zostawiacie za sobą świat zgiełku i pośpiechu, przenosząc się do świata ciszy i spokoju.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: pierwszy wegański tydzień mody

Relaksowi sprzyja również przytulne wnętrze. Jasne i ciepłe.  A jeśli jeszcze uda się Wam załapać na najbardziej oblegane miejsce w całej restauracji, czyli stolik przy którym stoją fotele-huśtawki, to już całkiem przepadniecie! Jest tak cicho, ciepło, wygodnie, spokojnie, smacznie i po prostu szczęśliwie, że nie chce się wychodzić. Na Bhajany też musicie uważać, bo są bardzo podstępne. Sączą się z tych głośniczków niby od niechcenia, nie narzucając się i nie zagłuszając, tylko stanowiąc idealne tło do inspirujących rozmów. I nawet nie wiadomo kiedy, a już się wkręciły i nie chcą wyjść z głowy. Ileż to razy przyłapałam się na ich bezwiednym nuceniu!

 

Wszystko to składa się na drugie znaczenie słowa Bhajan, czyli „dzielić się”. I to właśnie jest istotą działalności tego miejsca. Jak mówi jeden z jego założycieli Swami Vishwaatmikaananda: „Chodzi o to by dzielić się z ludźmi dobrą energią, a jedzenie jest tylko pretekstem do tego”. Muszę przyznać, że cel udało się osiągnąć bo dobra energia to dokładnie to co sprawia, że wciąż tam wracam. Zwłaszcza w zimny, deszczowy dzień. Polecam wtedy usiąść w sali zwanej Grecją (jej wystrój sprawia, że faktycznie czujemy się jak na słonecznej wyspie). Albo przy oknie. Zamówcie sobie Cappuccino Grande i patrzcie na padający deszcz czy śnieg, a gwarantuję że poczujecie się jak otuleni ciepłym kocem.

No właśnie. A propo zamawiania. Jakby nie było to w końcu restauracja, więc nie mogę nie napisać o jedzeniu. Poza tym, że jest ono nośnikiem dobrej energii i pretekstem do jej przekazywania to jest też wyjątkowo pyszne. Powinien go spróbować każdy, kto uważa że wegetarianie jedzą tylko sałatę, a weganie to już w ogóle żyją powietrzem. Na śniadanie polecam tofucznicę, czyli taką jajecznicę tylko z tofu zamiast jaj. Smakuje tak samo, jeśli nawet nie lepiej. Bez jaj! 😉 Jeśli wolicie zaczynać dzień na słodko to wybierzcie Pancake. Do nich kawka lub gorąca czekolada, która jak wszystkie inne napoje w Bhajan Cafe może być z mleka krowiego lub roślinnego, i jesteście w niebie.

Z obiadem nie będzie tak łatwo bo wybór dań jest ogromny. W sumie całe menu liczy prawie pięćset pozycji. Można się w nim trochę pogubić, zwłaszcza jeśli  przeglądacie je pierwszy raz. Pozwólcie więc, że pomogę. Najłatwiej jest z zupami, bo do wyboru są całe trzy. Osobiście najbardziej lubię tą najmniej indyjską, czyli krem z pomidorów ale zupę z soczewicy też mogę z czystym sumieniem polecić. Za to Khati Methi jest tylko dla tych co lubią wyzwania. Poległ na niej nie jeden wielbiciel pikantnych potraw. Jeśli się odważycie spróbować to miejcie pod ręką chusteczki, bo może się zdarzyć że uronicie łezkę czy dwie.

Dobra. Idziemy dalej. Przystawki. Tu zdecydowanie królują samosy. Dwa dość duże smażone pierożki z warzywami podawane (jak wszystkie przystawki) z sosem ziołowym oraz z tamaryndowca. Dobrym wyborem będzie też pakora w wersji klasycznej, baingan lub paneer. Czyli odpowiednio – warzywa, bakłażany lub ser smażone w panierce. Wspomnę jeszcze o Harabhara Kebab czyli o kotlecikach warzywnych. Genialnie smakują w połączeniu z kremem pomidorowym.

Przy daniach głównych zaczynają się schody, bo jest ich naprawdę dużo. Choć jadłam w Bhajan Cafe naprawdę wiele razy, jeszcze nie zdążyłam wypróbować wszystkich. Do moich absolutnych faworytów należy Navratan korma (warzywa z serem indyjskim w słodkim śmietanowym sosie z ananasem i rodzynkami posypane płatkami migdałów). Chyba mogę zaryzykować stwierdzenie, że było to najlepsze danie jakie w życiu jadłam. Przy Aloo Gobi wyszła ze mnie poznańska pyra, bo niby nic specjalnego – ot ziemniaki z kalafiorem w sosie pomidorowym, a jednak zachwyciło mnie to danie.

Jest też cała masa innych pysznych dań, o których nie będę się już rozpisywać bo wyszła by z tego cienka książka. Pamiętajcie jednak o tym, że do każdego głównego dania można zamówić ryż lub placek naan czy roti za połowę ceny i polecam to zrobić. Po pierwsze dlatego, że zamawiając takie danie jak np. Dal Tadka, czyli soczewicę w sosie cebulowo-pomidorowym, to samym Dalem się nie najecie. Po drugie dlatego, że większość tych dań ma naprawdę dużo sosu i ryż czy placek są dla nich świetnym uzupełnieniem.

Oczywiście, żeby nie było za łatwo nie ma jednego ryżu czy jednego placka tylko trzeba wybierać. Jeśli chodzi o ryż to bierzcie zwykły. Będzie pasować do wszystkiego. Z placków najbardziej neutralne będą zwykły roti (placek z mąki razowej wypiekany w piecu tanduri)  i naan (placek z mąki pszennej wypiekany w piecu tanduri). Jednak o ile w przypadku ryżu stawiam na bardziej bezpieczny wybór, tutaj wolę roti lub naan czosnkowe, ewentualnie nadziewane warzywami. Nie dość że taki placuszek jest sam w sobie pyszny to jeszcze świetnie podbija smak dania głównego.

Wiem, że ilość pozycji w menu może przyprawić o zawrót głowy ale nie bójcie się. Tu nie ma złych decyzji. Cokolwiek wybierzecie na pewno będzie pyszne. Jeśli nie jesteście wegetarianami lub weganami, możecie być zdziwieni jak różnorodna, smaczna i sycąca jest taka dieta. Miejcie na uwadze zwłaszcza to ostatnie, i zostawcie trochę miejsca bo byłaby wielka strata gdybyście wyszli bez deseru. Do wyboru macie tradycyjne indyjskie kuleczki z mąki ciecierzycowej Besan landu (uwaga! Mają właściwości uzależniające!), tradycyjne indyjskie lody na bazie orzechów nerkowca, mango i śmietanki Mango mailai kulfi oraz mleczne kuleczki w słodkim syropie różano-kardamonowym Gulab jamun. Tyle znajdziecie w menu. Ale oprócz tego zajrzyjcie też do lodówki, która każdego dnia skrywa inne pyszności, jak na przykład tapioka z jagodami, tort czekoladowy, tort oreo, tofurnik czy szarlotka. Wszystkie ciasta są wegańskie! Tak. Naprawdę da się zrobić ciasto bez użycia jaj i mleka krowiego. I to jeszcze jakie dobre!

CZYTAJ RÓWNIEŻ: sprawdź nowe zasady segregacji śmieci

Na koniec zostawiłam to, co zamawia się jako pierwsze, czyli napoje. Są oczywiście soki i inne cole. Są kawy i czekolady. Tak jak w większości knajp. Ale skoro już jesteście w restauracji indyjskiej to może warto spróbować czegoś innego? Absolutny must have to mango lassi. Jak już wspominałam każdy napój można zamówić w wersji wegańskiej czyli na mleku roślinnym. Nie inaczej jest w tym przypadku. I choć sama weganką nie jestem to zdecydowanie polecam wersję na mleku kokosowym. Nie jest tak gęsta jak klasyczna robiona na jogurcie i lepiej nadaje się do popijania przy posiłku. No i jak dla mnie jest też po prostu smaczniejsza. Innym typowo indyjskim napojem jest Chai masala, czyli herbata z mlekiem i przyprawami. A jeśli przyjdziecie zmarznięci, to nic nie rozgrzeje Was lepiej niż Adrak chai – gorący napój imbirowy z cytryną.

Bhajan Cafe nie jest jedyną indyjską restauracją w Krakowie. Ale jedyną wegetariańsko – wegańską. I to tak na sto procent. Tworzą ją hinduiści sami będący na diecie wegetariańskiej/wegańskiej. W kuchni gotują kucharze z Indii i Nepalu będący na diecie bezmięsnej, bo jak wierzą, jest to bardzo istotne dla przepływu dobrej energii. Jeśli spożywaliby pokarm zawierający energię strachu i cierpienia, to gotując przekazywali by ją dalej. Tak samo załoga kelnerska. Wśród niej też nikt nie je mięsa, a większość jest nawet na diecie wegańskiej. Kwestia mięsa jest tam traktowana na tyle poważnie, jeśli znajdzie się ono w jakimś naczyniu, naczynie to jest od razu wyrzucane. Pewnie spytacie co w ogóle robi mięso w tak ekstremalnie wegetariańskim miejscu?  Otóż zdarza się, że goście przynoszą je ze sobą np. w posiłku dla dziecka i proszą o jego odgrzanie.
Pracownicy Bhajan Cafe bardzo proszą by tego nie robić i ja się do tej prośby dołączam. Uszanujcie to miejsce. Oni na prawdę podchodzą bardzo poważnie do tego w co wierzą.

By zapewnić Wam dobrą energię każdego dnia odprawiają pudżę, czyli rytuał przywitania z Bogiem i złożenia mu ofiary. Spokojnie, okoliczne koty są bezpieczne. Najczęściej jest to banan albo pomarańcza. Pokój medytacji, w którym się ona odbywa jest otwarty do Waszej dyspozycji codziennie w godzinach otwarcia restauracji. Bo Bhajan Cafe oferuje pokarm nie tylko dla ciała, ale też dla ducha. Można tu przyjść kiedy tylko macie na to ochotę i całkiem za darmo posiedzieć i pomedytować. Jest to idealne miejsce by wyciszyć umysł. Nie musicie wcale być hinduistami. Ja nie jestem. Ale lubię się czasem zamknąć sama w tym pokoju i wsłuchać w siebie.

fot: źródło

 

Jeszcze bardziej lubię jednak udział w zajęciach prowadzonych przez eteryczną Babitę.
Na początku byłam do nich sceptycznie nastawiona. Nie wierzyłam, że przy problemach jakie w tamtym czasie miałam jakaś tam medytacja będzie w stanie mnie wyciszyć. Ale poszłam na sesję om chantingu i po wyjściu czułam jakby ktoś zdjął mi z pleców wór kamieni. To żadne czary ani modły. Po prostu siedzi się w kręgu wciąż powtarzając sylabę om.  Każdy robi to w innym tempie, innym głosem, głośniej lub ciszej. Powstaje wibracja, którą odczuwa się całym ciałem i wierzcie lub nie, ale to na prawdę działa.

Babita prowadzi też zajęcia z medytacji. Też za darmo. Na nich jeszcze nie byłam, ale się wybieram. Bo Bhajan to miejsce, które zostanie w moim życiu na dłużej. Weszłam do niego przypadkiem. A może wcale nie. Może to było przeznaczenie. Zjadłam tu wiele pysznych posiłków, odbyłam wiele inspirujących rozmów i poznałam wspaniałych ludzi. Z pewnością będę tu wracać. I was też zapraszam. Przyjdźcie, pomedytujcie, zjedzcie coś dobrego i podzielcie się miłością. Namaste.

Zdjęcia: źródło

 

NIE WIESZ JAK RUSZYĆ Z BIZNESEM?DOWIEDZ SIĘ!