Runmageddon 2018 – relacja!

0
728

O pokonywaniu ekstremalnie trudnych przeszkód podczas piekielnego biegu, czyli o Runmageddonie, pisaliśmy tutaj: klik. Jeśli nie wiecie, jak wygląda ten wyścig „od kuchni” – przychodzimy z odpowiedzią! Poniżej znajdziecie fotorelację i subiektywne odczucia odnośnie krakowskiego Runmageddonu.

Na miejsce przyjechaliśmy około godziny 15:00, gdzie samo wydarzenie, rozpoczęło się już – uwaga – 8 godzin wcześniej! „Runmageddończycy” nie próżnują, od rana biegają i pokonują własne bariery. 😉 Tak więc, od godzin porannych, co (równe) piętnaście minut, wyruszała kolejna ekipa, która pokonywała nierzadko trudne przeszkody. W zasadzie, dużo prościej byłoby zliczyć przeszkody, które zaliczają się do tych „łatwych”. 😉 Nie można zapomnieć o wspaniałych prowadzących, którzy z zapałem i przy akompaniamencie energicznej muzyki, rozgrzewali zawodników.

Formułę przeszkód wybiera się zgodnie z własnymi odczuciami, jednak odnajdą się tutaj początkujący, zaawansowani „runmageddończycy” oraz ci najmłodsi, czyli dzieci!

1. INTRO (początkujący):

-3 kilometry

-przeszkody: 15+

2. REKRUT:

-6 kilometrów,

-przeszkody: 30+

3. CLASSIC:

-12 kilometrów,

-przeszkody: 50+

4. Kids:

-1 kilometr,

-przeszkody: 10+

5. Biznes:

-3+ kilometry

-przeszkody: 15+

Jak widać – każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Jako osoba, która nie brała czynnego udziału w Runmageddonie, a prowadziła fotorelację i obserwowała zawodników, zadecydowałam, że w przyszłym roku i ja biorę udział w biegu!

Nie jest to łatwa przygoda, ale na pewno jedna z tych, które na długo zapadają w pamięć. Począwszy od kąpieli w lodzie (co zobaczycie na poniższych zdjęciach), a kończąc na czołganiu się w błocie czy wspinaniu po rurze i przeciskaniu przez niezwykle ciasne opony.

Na zdjęciu udało mi się uchwycić moment, w którym panowie napełniają wielki kontener lodem, do którego zawodnicy muszą wskoczyć, aby przejść na drugą stronę. Brzmi ekstremalnie, prawda? To w końcu Runmageddon! 😉 Nie zmienia to jednak faktu, iż zdecydowanie jest to jedna z tych przeszkód, której obawiali się inni – ale przecież, musimy przełamywać nasz strach i pokonywać kolejne bariery!

Z wielkim zapałem i podziwem oglądałam to, co wyrabiają zawodnicy. Determinację, siłę i chęć ukończenia zadania, było widać w oczach każdego z nich! Mimo iż niektóre przeszkody dosłownie zapierały dech w piersiach – mając wsparcie u drugiego zawodnika, wszyscy byli w stanie pokonać te (materialne) bariery. Niektóre przeszkody były niemożliwe do pokonania bez pomocy drugiej osoby, dlatego też KAŻDY wspierał się wzajemnie. Ktoś nie dawał rady wspiąć się na ścianę? Druga, zupełnie obca osoba, podstawiała swoje dłonie, aby ten ktoś mógł się wybić i ową ścianę przejść. Chęć bezinteresownej pomocy w postaci dopingu czy realnego wsparcia, było widać na każdym kroku. To wspaniałe uczucie, gdy widzisz, jak człowiek zachowuje się tak, jak przystało – po ludzku, po prostu. Zawodnicy wzorowo pokazali, co oznacza zdrowa konkurencja i to, że nie wynik jest najważniejszy – każdy okazywał dobre serce i z własnej, nieprzymuszonej woli, wspierał drugiego zawodnika. Dlatego też podjęłam decyzję o biegu w przyszłym roku – wiem, że będę mogła liczyć na pomoc osób, które będą znajdowały się blisko mnie.

Na samo wydarzenie przybywa mnóstwo osób! Nie tylko tych, którzy biorą czynny udział w Runmageddonie – zobaczycie tam rodziny z dziećmi, które również znajdą miejsce dla siebie.

„Runmageddończycy”, którzy zostawiają pot, krew i łzy (z przymrużeniem oka!), nie chodzą ani spragnieni, ani głodni. W cenie znajduje się jedzenie, picie, a także koszulki i fachowa opieka medyczna – nie ma szans, aby komuś stało się coś złego. 🙂 Ponadto, jeśli planujecie się tam wybrać i boicie się, że zgłodniejecie lub macie obawy, że Wasze pociechy będą chciały zjeść pysznego loda czy zapiekankę – nie ma powodów do obaw, bowiem wszystko znajdziecie na miejscu.

Reasumując: Runmageddon to świetne wydarzenie, które nie tylko pomaga nam zapomnieć o stresach dnia codziennego, ale również rozluźnia nas, sprawia, że przełamujemy własne, wewnętrzne bariery i uczymy się współzawodnictwa, pomocy – czyli tego, jak być człowiekiem. 🙂 A zapewne każdy z nas wie, że niektórym zdarza się zapomnieć, co to znaczy być człowiekiem… Jeśli macie ochotę przeżyć niesamowitą, niezapomnianą przygodę, a przy tym świetnie się bawić i stawiać czoła wyzwaniom – spróbujcie swoich sił w przyszłym roku!

Więcej informacji na temat wydarzenia, znajdziecie na stronie głównej: klik.

To jak? Kto wybiera się ze mną w przyszłym roku, wzajemnie się przy tym wspierając? Obiecuję, że pomogę, gdy będziecie mnie potrzebować! 😉 A może już braliście udział w takim wydarzeniu? Koniecznie dajcie znać, co o tym sądzicie!