TATTOOFEST Convention – relacja.

0
155
views

KULT TATTOO FEST nie jest kolejnym projektem Kazika, ale jest równie kultowy, co jego twórczość. Przynajmniej na krakowskiej scenie tatuażu.
Studio powstało w 2001 roku i na stałe wpisało się w mapę naszego miasta.
Znajdziecie je, w tak klimatycznych miejscach, jak „Dom Handlowy Jubilat”, czy ulica Szpitalna. Oczywiście słowo – kultowy zobowiązuje i wymaga większego rozmachu. Dlatego, pod szyldem KTF znajdziecie również markę ubraniową TBF clothing, największe
w Polsce czasopismo o tematyce tatuażu TATTOOFEST, oraz coroczne wydarzenie –TATTOOFEST Convention. I właśnie o tym ostatnim chcę Wam dziś opowiedzieć.

 

Konwent konwentowi nierówny. Niby na każdym jest to samo –artyści robią tatuaże, są konkursy, wystawy, występy, coś do zjedzenia i coś ładnego do kupienia. A jednak każdy konwent jest inny. I nie chodzi mi tylko o jego edycję. Konwentów w Polsce jest co najmniej kilka, np. Orakon, Tattoo Konwent, Tattoo Splash. Wszystkie oparte na tej samej formule,
a jednak różnią się między sobą. W kwietniu byłam na Tattoo Konwent w Poznaniu, a ten weekend spędziłam na TATTOOFEST w Krakowie. Atrakcje niby podobne, ale wrażenia całkowicie odmienne.

TATTOOFEST Convention można uznać, za konwent matkę.
To właśnie on, przecierał szlaki i wyznaczał trendy, dla wszystkich pozostałych.
Był pierwszym miejscem, pozwalającym zrobić tatuaż u zagranicznego artysty. Goście zza granicy, do dziś są ważną częścią wydarzenia. W tym roku, można było załapać się na tatuaż
np. u Nastii i Eda Zlotin z Niemiec, Uncl Paul Knows z Grecji, Ergo z Francji, czy Roberta Bundy z Węgier. Fani azjatyckich tatuaży mieli do wyboru, aż dziewięciu tatuatorów z Tajwanu,
m.in. Diau An, Hori Hari i Diau Chi.

Tak międzynarodowej atmosfery, nie znajdziecie nigdzie indziej. ALE! Polska scena tatuażu
w niczym nie odstaje, od tej międzynarodowej. Mamy wspaniałych artystów, a wielu z nich można było spotkać właśnie w Krakowie. Wielu, czyli dwustu dwudziestu dziewięciu!
Nie da się więc wymienić wszystkich. Nastia Juriewicz, Aleksandra Kozubska, Yadou, Piotr Bemben, Ewa Pliszka, Jakub Tempski, Barbara Kiczek, Sławek Pawlik, Julia Szewczykowska.
To tylko kilka, z wielu znanych nazwisk. Obecna była również Karolina Wilczewska – konkursowy wyjadacz. Jeśli bierzesz udział w konkursie, do którego zgłoszona jest również jej praca, wiedz że już przegrałeś. A przynajmniej, że ilość wolnych miejsc na podium właśnie zmalała o jedno, bo Karolina wydaje się  mieć na nie monopol. Z każdego konwentu wraca z nagrodami. Należą jej się. Jest niezwykle uzdolnioną artystką i wspaniale mieć możliwość podpatrzeć ją, w trakcie pracy. Z Krakowa również wyjechała z nagrodą, za II miejsce w kategorii Medium Tattoo.

Karolina Wilczewska przy pracy.

Nastia Juriewicz, popijająca nonszalancko soczek.

A kto jej tą nagrodę przyznał? Między innymi Candy Ink. Jeszcze niedawno, podczas jej wizyty w Avalan Tattoo, rozmawiałyśmy o tym, dlaczego tak rzadko odwiedza polskie konwenty i studia tatuażu, oraz o tym że Kraków to ma jednak szczęście, bo odwiedzi nas w tym roku aż dwukrotnie. Tymczasem, jej listopadowa wizyta w KULT TATTOO FEST, będzie już trzecią. Kraków wydaje się być wyjątkowy dla tej artystki, również ze względu na charakter, w jakim zaproszono ją na TATTOOFEST Convention. Po raz pierwszy miała okazję pojawić się nie jako wystawca, a jako juror! I świetnie sobie z tym zadaniem poradziła. Całkiem przypadkiem trafiłam na nią i Grzesia, między konwentowymi alejkami. Miło było znów ich zobaczyć, i zamienić kilka słów. Szkoda, że tak krótko, ale za jakiś czas znów się spotkamy. W trochę bardziej bolesny okolicznościach – jeśli wiecie, co mam na myśli 😉

Konkursowe prace Aleksandry Kozubskiej.

Takie spotkania tworzą atmosferę, tego wydarzenia. W porównaniu z poznańskim Tattoo Konwentem, TATTOOFEST wydał mi się dużo mniejszy. Mniejsza hala wystawowa, mniejsza scena… A jednak, wcale nie piszę tego jako zarzut. Przeciwnie. Ma to swój klimat, bo dzięki mniejszej przestrzeni, jest bardziej kameralnie. Sprzyja to, takim właśnie spontanicznym spotkaniom. Ze z znajomymi, z artystami których już znasz, albo dopiero chcesz poznać, a nawet z obcymi ludźmi. Mniejsza scena pozwala lepiej zobaczyć, prezentowane na niej tatuaże. Największą jednak zaletą, jest właśnie łatwy kontakt z artystami.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Natalia Grabowska – nowa gwiazda na krakowskiej scenie tatuażu.

Nie ma bowiem, lepszej okazji do tego, by znaleźć dla siebie tatuatora, niż konwent. Daje on możliwość, by przejrzeć jego portfolio, zadać nurtujące pytania, czy pokazać część ciała jaką chcemy wytatuować (warto to zrobić, jeśli posiadamy na niej jakieś znamiona czy blizny, by artysta mógł ocenić, czy wykonanie tatuażu w tym miejscu będzie w ogóle możliwe). Każdy wystawca chętnie z Wami porozmawia. Nie przejmujcie się tym, że akurat pracuje. Nawet jeśli w danym momencie, będzie zbyt zajęty, powie Wam kiedy możecie podejść.

Naturalnie, różnimy się między sobą i na pewno znajdą się tacy, dla których więcej znaczy lepiej. Jednak moja subiektywna ocena, mniejszej w porównaniu z poznańską, przestrzeni jest na plus. Jako osoba z natury raczej wstydliwa (tak wiem… wstydliwy dziennikarz = oksymoron), właśnie na TATTOOFEST było mi łatwiej podejść do kogoś i porozmawiać. Pewnie dlatego, że byliśmy jakoś tak bliżej. I nie chodzi o to, że upchnięto nas jak sardynki w puszce, bo miejsca było sporo. Było przyjacielsko. Po prostu.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Zawartość cukru w cukrze – wywiad z Candy Ink.

No dobrze, ale co jeśli ktoś przyszedł nie tylko po to, by zaprezentować swoje tatuaże, podziwiać je u innych, czy znaleźć dla siebie artystę? Co jeśli, ktoś przyszedł z zamiarem zrobienia sobie tatuażu tu i teraz?
W takiej sytuacji, oczywiście najlepiej było zarezerwować sobie sesję. Większość tatuatorów, miała klientów umówionych dużo wcześniej. Tym, którzy tego nie zrobili zostaje szukanie box’u, w którym odbywa się Walk In Day. Czyli, jeśli wybierzesz coś z przygotowanych już wzorów, dostajesz sesję od ręki. No tak, tylko ta mała hala, wcale aż taka znowu mała nie jest. Trzeba wszystko obejść, przejrzeć wzory  i coś wybrać. A czas leci, i może się okazać, że już go nie wystarczy na zrobienie wybranego wzoru.

Naprzeciw, tym poszukującym wyszli organizatorzy, przygotowując fantastyczne rozwiązanie. InkSearch i Flash Box. InkSearch to aplikacja, dzięki której , w łatwy sposób można było umówić się na sesję. Ci którzy, tego nie zrobili korzystali z Flash Box’a. Już sama nazwa wyjaśnia, o co chodzi. W znajdującym się przed wejściem boxie, zgromadzono wszystkie dostępne do wykonania flashe (czyli wzory), i pomagano umówić się z artystą, którego praca została wybrana. Wielki plus za to rozwiązanie!

Oczywiście nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. Coś co według mnie wymaga poprawy, to atrakcje między konkursami. Niestety tak w zeszłym jak i w tym roku bardzo się na nich zawiodłam. Pokaz samby, czy występ na wpół profesjonalnego chóru Krakofonia, to zdecydowanie nie jest to, czego się spodziewam na imprezie tego typu. Nie chcę się, aż tak bardzo czepiać, bo w zeszłym roku było jeszcze gorzej. Jest to jednak, dość duży minus na długiej liście plusów i dobrze by było nad tym popracować.

Nie zależnie od tego, czy organizatorzy wprowadzą bardziej interesujące atrakcje na scenę, czy nadal będą na niej występować tańczące dzieci, ja i tak pójdę na kolejną edycję już za rok. Bo kocham tatuaże i kocham ten klimat, a TATTOOFEST Convention już na stałe zagościł na mojej mapie letnich wydarzeń.

NIE WIESZ JAK RUSZYĆ Z BIZNESEM?DOWIEDZ SIĘ!