Wystawa „Materia Emocji” otwarta.

0
701

Sztuka jest świetną formą terapii. Nic więc dziwnego, że tak często właśnie ona wyraża emocje i przeżycia ofiar Holokaustu.
Równie chętnie sięgają po nią dzieci ocalałych. W Żydowskim Muzeum Galicja możemy właśnie oglądać wystawę prac tych drugich.
Alain G. Rogier i Sandra E.
 Lauterbach zapraszają na „Materię Emocji”.

Gdy mówimy o ofiarach Holokaustu, na myśli mamy tych co polegli oraz ocalałych. Zapominamy, że trauma sięga o wiele dalej, wpływając również na dzieci i wnuki tych,
co przeżyli. Muszą się one mierzyć z trudną przeszłością swoich przodków i często wykorzystują do tego sztukę.
Przykładem może być np. Bruce Gendelman, twórca wstrząsającej wystawy
„Przesiewając Popioły”, czy 10 letni Eliot – bohater filmu
„Numer na przedramieniu mojego pradziadka”.

Dziś mamy okazję poznać również historię Alaina i Sandry.
Są małżeństwem. Są artystami. I dziećmi ofiar holokaustu.
Na tym kończą się podobieństwa. Mają przecież różne historie i wyrażają je w różny sposób.

On maluje. Jego prace są abstrakcyjne. Kładzione gwałtownie, silnymi pociągnięciami pędzla intensywne kolory są tak samo zagmatwane jak targające nim uczucia.
Trudno się dziwić. Rodzice Alaina poznali się w najgorszym miejscu na świecie. W obozie koncentracyjnym Auschwitz. Doświadczyli więc Holokaustu w najbardziej drastyczny sposób. Podczas wernisażu Alain mówił o tym, że bycie na wystawie i w Krakowie
w ogóle jest dla niego trudne. Podczas swojej poprzedniej wizyty w naszym mieście miał piękny pokój w hotelu. Obudził się o szóstej rano, wyjrzał przez okno i pomyślał, że to bardzo ładne miejsce, a on ma szczęście i bardzo dobre życie.

Jednocześnie myślał też o tym, że jeszcze sześćdziesiąt lat temu jego rodzice przeżywali prawdziwy koszmar jedynie półtorej godziny drogi stąd. Targa więc nim wiele, często sprzecznych emocji, wywołanych przeszłością i teraźniejszością. Wiele z nich jest negatywnych, ale artysta zdaje sobie również sprawę, że paradoksalnie gdyby nie Auschwitz to nie byłoby jego.

W pracach Rogiera widać tą właśnie walkę. Jak sam mówi, jego prace nie są sentymentalne. Są polem walki, dialogu, dyskusji, a tym co artysta próbuje osiągnąć jest odnalezienie nadziei i piękna w świecie. Ich tematem jest życie oraz kondycja ludzka.

Ona jest z rodziny, która miała więcej szczęścia.
Wojna wybuchła akurat kiedy byli poza granicami polski.Udało im się uciec. Nie doświadczyli potworności Holokaustu, ale musieli za sobą zostawić wszystko.
A mieli wiele. Rodzina Sandry od czterech pokoleń z powodzeniem handlowała tekstyliami. W rodzinnym Krakowie mieszkali w samym centrum, na ulicy Karmelickiej. Wybranie pracy z materiałem właśnie, wydawało się więc być dla Sandry czymś naturalnym.Otwierając wystawę powiedziała, że jest on dla niej niczym płótno dla malarza, a wyszywanie nicią jest niczym kaligrafia.

Miałam przyjemność porozmawiać z artystką. Spytałam ją o płótno z nagrobkami.
Dowiedziałam się, że inspiracją do jego powstania była dla Sandry poprzednia wizyta w Krakowie. Zrobiła wiele zdjęć ściany płaczu na cmentarzu żydowskim, następnie zestawiła ze sobą w Photoshopie i kazała wydrukować na płótnie. Następnie poprzeszywała płótno oddzielając od siebie poszczególne elementy i tworząc efekt trójwymiarowości. Jest to jedyna jej „smutna” praca na wystawie. Zadaniem pozostałych jest wyrażanie radości życia i tworzenia.

Moją ulubioną pracą jest ta, przypominająca wnętrze walizki zawierającej cenne skarby i pamiątki. Wszystkie zdjęcia znajdujące się na tym płótnie pochodzą z prywatnego archiwum Sandry i przedstawiają jej przodków. Mogłoby się wydawać, ze skoro nie doświadczyli oni Holokaustu tak dotkliwie jak rodzice jej męża, temat ten nie powinien być tak mocno obecny w jej życiu. Jednak w rozmowie przyznała mi, że choć ani ona ani jej rodzina nie doświadczyli okropności wojny to ma świadomość tego co mogło się wydarzyć. Stało się inaczej tylko dzięki szczęściu, dlatego temat ten jest dla niej tak ważny i podobnie jak mąż stara się z nim uporać na swój własny sposób.

 

NIE WIESZ JAK RUSZYĆ Z BIZNESEM? DOWIEDZ SIĘ!